Cukrowy narkoman

- Nauka, Felietony Dodaj komentarz

Siedzę tutaj nad Snickersem i myślę intensywnie nad tym, jakim nieszczęsnym produktem jest czekolada.

Cukier uzależnia. To nie żart. Spożywanie cukru wywołuje wydzielanie endorfin – substancji z grupy opioidów, do których należy również morfina. Endorfina jest wydzielana podczas szybkich, nieoczekiwanych uszkodzeń ciała – dlatego niektórzy “w szoku” potrafią chodzić z połamanymi nogami. Morfina jest również opioidem – a, by być dokładnym, opiatem, gdyż pochodzi z maku lekarskiego (nie, to nie ten czerwony co rośnie na łąkach). Działa na te same receptory, wywołując oddalenie problemów, smutków, bólu. Można ją zaliczyć do grupy depresantów, w której znajduje się również alkohol, benzodiazepiny i inne opiaty. Tak, ta substancja uzależnia – i to silnie. Tak samo jak morfina, endorfiny przynoszą ulgę, którą można wyczuć. Czekolada, cukier, wszystko, co słodkie, wywołuje jej wydzielenie. Tym samym, gdy jemy codziennie przez określony czas coś słodkiego, w pewnym momencie łapiemy się na tym, iż “nie mogę, muszę ciastko”. Jednak odstawienie cukru mimo wszystko jest łatwiejsze niż odstawienie morfiny, choć objawy uzależnienia są bardzo podobne.

Kazomorfina. Następny opioid, o którym warto byłoby powiedzieć. Owa substancja jest rozbijana z kazeiny – proteiny znajdującej się w około 80 procentach produktów mlecznych – w żołądku. Tak samo jak inne opioidy, działa ona na receptory które wywołują efekt rozluźnienia.

Nie jest to silnie wyczuwalne przez nas, gdyż ilość tych substancji jest niewielka – ale wystarczająca, by można było odczuć niewielki dyskomfort. Uzależnia trochę w taki sposób, jak tytoń. Większość nikotyny jest spalana przez wysoką temperaturę jeszcze zanim dojdzie do naszych płuc. Jednak ilość tej substancji jest nadal wystarczająca, by receptory nikotynowe ją polubiły.

Tym samym apeluję was o zastanowienie się nad tym choć przez chwilę. Może warto ograniczyć ilość cukru i sera w diecie? Ja już się nad tym zastanowiłem. Idę wyrzucić tego wstrętnego Snickersa.

14 komentarzy do “Cukrowy narkoman”

  1. Teo Napisał:

    NIGDY! Od dzieciaka jem cholernie mało warzyw, dużo słodyczy [czekolady stosunkowo mało - jest za tłusta], dużo mięsa i jeszcze więcej sera. O! Moje BMI to 21,6. Jestem pełen energii i szczęścia. Nie mam problemów z organizmem w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Choruje bardzo rzadko. Jeśli to ma mnie zabić, to jakoś się nie śpieszy…

    PS. Snickersa to lepiej mi oddaj. To jeden z najlepszych batonów jakie wyprodukowano (zdecydowanie lepszy od swojego słodszego braciszka – Marsa)

  2. SharkyPL Napisał:

    Teo – nie mówię, że to cię zabije. Mówię, że można wyjść lepiej ograniczając spożycie tych produktów.

  3. edzio Napisał:

    Widzę, że Teo masz się całkiem dobrze ze swoim nadmiarem ciała – jasne. Ale pomyśl o swojej wątrobie, za parę lat przez takie żarcie będziesz miał marskość wątroby i się skończy ta pasibrzuchowa sielanka.
    poza tym: od czekolady można się uzależnić – to wiadomo. Ale o ile bardziej bezpieczne jest takie uzależnienie, niżeli od alkoholu lub tytoniu (nie mając na myśli potworów ciasteczkowych, które za parę lat nie będą mogły się ruszać z nadmiaru ciała, ofc.)

  4. SharkyPL Napisał:

    Na każdego różne rzeczy różnie działają. Jeden spali fajkę na tydzień i jest dobrze, a drugiemu paczka na dzień to mało. To zależy od siły woli. Nie mówimy tu oczywiście o samym fizycznym uzależnieniu od nikotyny, która grzebie przy receptorach dopaminowych w tzw. “systemie nagrody” w mózgu – dając nam wewnętrzną satysfakcję po spaleniu papierosa. W ten sam sposób po zjedzeniu posiłku nasz mózg odbiera to jako coś ważnego dla naszego przeżycia i kontynuuje poszukiwania, gdy poziomy neuroprzekaźników się obniżą.

  5. Teo Napisał:

    Hm… Niestety z moim podejściem do życia, nie mam szans oderwać się od tej “diety”. Nie jestem gruby, nie jestem chudy (no może mięśni mam za mało – ale to tylko kwestia kompleksów) i mam gdzieś te wszystkie super diety, warzywa i inne bzdury. Jem to co lubię, bo do tej pory mi nie zaszkodziły i nie sądze w ciągu najbliższych parudziesięciu lat miało to się zmienić. A co potem? Ciężko powiedzieć. Nie wiem czy dożyje 60tki, ale wiem, że jak na razie mam się dobrze. Nie piję, nie palę i nie ćpam. McDonaldowe żarcie raz na miesiąc też mi raczej nie zaszkodzi. Ewentualnie Pizza z Tesco. Dlatego bardziej się obawiam o raka (czegokolwiek, to u mnie rodzinne) niż problemów z wątrobą.

    PS. Możliwe, że mam arytmie serca. Dowiem się za miesiąc, bo dostałem skierowanie od lekarze. Czy to ma coś wspólnego z jedzeniem? yy… Nie. Czemu? Bo mój kuzyn miał to samo i przyczyna była prosta: dojrzewanie.

    PPS. Jak umrę to będę nawiedzał wszystkich w snach, że cukier jest zły. Przynajmniej zrobię coś pożytecznego.

    PPPS. Wierzę w siebie, wierzę w swoją wolę i wierzę, że mogę bezkarnie zjadać 10-15 plasterków sera dziennie.

    NIECH KAŻDY JE TO CO LUBI!

  6. SharkyPL Napisał:

    Ale przecie ja nie mówię, że nie wolno. Ja mówię, jakie korzyści mogą wystąpić po ograniczeniu owych produktów, a to, co ktoś zrobi, to tylko i wyłącznie jego sprawa. ;)

  7. Teo Napisał:

    Wiem, dlatego nie pisałem, że Twoje rozważania są błędne. Zresztą… “Prawda jest jak dupa – Każdy ma swoją”.

    To tyle na ten temat. Czekam na kolejny felieton i więcej osób, które potrafią komentować z sensem.

    PS. Tak jak z narkotykami, tak samo jest z jedzeniem. Każdy reaguje inaczej i każdy podchodzi do tego w inny sposób.

    Pamparampam tidi puff……

  8. tylko-i-aż-ja Napisał:

    odstawić słodycze – bez problemu.
    ale po co? nie lepiej od czasu do czasu zrobić sobie małą przyjemność? na poprawienie humoru?
    uzależnić się można – widać to po niektórych gołym okiem…
    ale to są chyba naprawdę skrajne przypadki…
    pozdrawiam.

  9. SharkyPL Napisał:

    No właśnie – dlaczego nie? Po to żyjemy. Zaprogramowani jesteśmy do powtarzania czynności ważnych do przeżycia oraz hedonistycznie przyjemnych. ;)

  10. Pepe Napisał:

    Wszedłem tu przez przypadek ;-)
    Ciekawym jak tam zdrówko Teo..?

    Moim zdaniem trudno brać na serio wypowiedź Teo jeśli ma on mniej niż 20 lat. Po prostu młody organizm daje rade utrzymać zdrowie, jeśli ma dodatkowo to szczęście, że urodził się z mocnym ciałem to może tak pociągnąć dość długo. Na pewno nikomu nie polecam brać przykładu z Teo – choćby w sensie “na razie jest OK, zacznę się martwic jak zacznę chorować”; bo na pewno lepiej pomyśleć o tym już trochę wcześniej.
    PS – oczywiście ciekawy jest temat zaprogramowania: “wszystko co jem służy tylko memu dobru” być może można w to uwierzyć, tylko czy w dzisiejszym świecie przy takim natłoku informacji podświadomość w to uwierzy?
    Trudno orzec :]

  11. yarecki61 Napisał:

    Mam obecnie 51 lat, do życia podchodziłem jak Teo. Bardzo dbałem o kondycję fizyczną (kwalifikowana turystyka rowerowa), nie paliłem, nie piłem alkoholu (no czasami imprezy). Mięso nie za często, nadużywałem za to nabiał w każdej postaci.Byłem prawdziwym okazem zdrowia i energii. No i po ukończeniu 49 roku stało się – miażdżyca. Koronarografia wykazała 75% zapchanych tętnic (dusznica bolesna przy dużym wysiłku), cholesterol 296. Od 10 m-cy jestem wegetarianinem, od 3 m-cy weganem. Zdrowie wraca małymi krokami, dusznica występuje coraz rzadziej(tak jak się zaczynało). Cholesterol wynosi 165. Odstawiłem wszystkie leki (dożywotnio lekarz kazał brać leki na nadciśnienie, cholesterol, rozszerzenie tętnic – ponad 100 zł miesięcznie). Tak więc życzę wszystkim podobnym do Teo zdrowia i ulg zdrowotnych, małych kolejek do lekarzy, śmierci bez cierpienia. W nagrodę za powrót do zdrowia spotykam się z oburzeniem otoczenia i brakiem akceptacji(rodzina, znajomi). Tylko wszyscy zazdroszczą gładkiej cery, znikaniem siwych włosów i zmarszczek(podobno sprawka dużej ilości chlorofilu.

  12. SharkyPL Napisał:

    Zaczniesz płakać, jak twoim enzymom zabraknie protein. Cool story bro.

  13. CoolBro Napisał:

    Gratuluję Panie yarecki61. O właściwościach świeżego chlorofilu również się osobiście przekonałem /przecież dawniej prawie dałbym głowę iż siwizny nie można cofnąć hehe :) )/ oczywiście nie chodzi o całkowitą siwiznę tylko jak Pan powiedział – znikanie siwych włosów, choć kto wie :-) A niedowiarkom proponuje poszukać na YouTube hasła “Mimi Kirk”; tu próbka /dla leniwych ;-) /

  14. pablo Napisał:

    no ja tutaj też teoretycznie przez przypadek, połknąłem kazomorfinową przynętę, że tak powiem. oglądałem właśnie pewien wykład na temat weganizmu i prelegent uzasadniając, czemu wielu wegetarianom ciężko jest przejść na weganizm, wspomniał o kazomorfinie właśnie. I coś w tym musi chyba być, bowiem sam często przed sobą się przyznaję, że od sera żółtego to jestem chyba uzależniony. Mój dobry znajomy, również wegetarianin, powiedział kiedyś, że byłoby mu bardzo brak… serów, gdyby przerzucił się na dietę wegańską. Czyli z jednej strony na pewno przyzwyczajenie, a z drugiej… kazomorfina?
    Jeśli nabiał istotnie przyczynia się, jak mówią, do zakwaszenia organizmu, to ograniczenie go wydaje się sensownym pomysłem. Tylko niech to ograniczanie jednych produktów wiąże się jednocześnie ze zwiększaniem różnorodności pozostałych.
    Swoją drogą, historia Yareckiego brzmi dla mnie znajomo, ponieważ również moja matka z przyczyn zdrowotnych (cholesterol) zdecydowała się drastycznie ograniczyć ilość spożywanego mięsa i, jak mówi, powoli ujawniają się korzystne tego efekty.

    nie poprzestawajmy na dobrym samopoczuciu. dołączajmy do tego wiedzę i świadomość.

    pozdrawiam

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio