Good ol’ times

- Filozofia, Felietony Dodaj komentarz

Przeszłość. Tak się na nią w sumie patrzy dwojako – dla niektórych radosna, dla niektórych mniej. Jednak nie można, no nie można odmówić jej niesamowitego uroku. Za dzieciaka się mówiło – “Chcę być dorosły”. Już tęsknię za tamtymi czasami, choć tak w sumie to mi jeszcze jajka nie obrosły. Wspaniałe dni, w które budziło się do – jeszcze wtedy stabilnego – słońca lata, od siódmej oglądając Pokemony. A w weekend Power Rangers budziło o siódmej trzydzieści, kiedy to gryzło się pościel z nadmiaru emocji. Jak możnaby też nie wspomnieć o Dragon Ballu, dzięki któremu około szesnastej cichło życie na boisku. Ciepłe lato, beztroskie moczenie tyłka w wodzie. Popijając, a jakże, oranżadę Helenę i pstrykając kapslem Frugo. Wieczorami ganiało się na boisku, wykrzykując wniebogłosy “bite gary!” – zdradzając swoją pozycję taktyczną. Oranżada za pięćdziesiąt groszy, na którą się żuliło, oraz mleko w tubce, które się nią popijało. Komputer? Gdzież tam, stary dobry Pegazus radził sobie lepiej niż kolejne pudełko z zielonym X, czy czarny kolos multimedialny. Co mi po nich, skoro tłukąc kolejnych żołnierzy znudzę się szybciej, niż skacząc po zamku wąsatym, ubranym w czerwone szelki hydraulikiem? No powiedzcie mi, który z dzisiejszych bohaterów jest lepszy niż Mario? Ogromna szafa dwa na dwa w kombinezonie armii? Szpieg w lateksie? Gry Contra nic nie przebije. Dla tych paru pikseli biegało się do znajomego, bo na własnej konsolce nie działało. PlayStation również miała urok niesamowity, pierwsze wejście w 3D rozwinęło skrzydła programistom. Jako Crash Bandicoot zbierało się jabłka i skakało między przeszkodami. Jako Gabe Logan przechodziło kolejną misję gdzieś w Azji, próbując powstrzymać terrorystów przed rozprowadzeniem wirusa. Driver, w którego grało się nocami. GTA, zarówno część pierwsza jak i druga, mlekiem i miodem płynące z ekranów telewizorów. W które chwilę potem wpatrywało się, zastanawiając kiedy Koziołek dojdzie do Pacanowa, albo ze Scoobym szukało chrupek.
Kreatywność, dusza, głębia, emocje. Takie coś, czego dzisiejszemu światu brakuje. W wieku dziesięciu lat kierowaliśmy się akceptacją i zaufaniem. W wieku dwudziestu-trzydziestu mamy już pojęcie, na jakiej sztucznej prowizorce ten świat stoi, przez co izolujemy się i nie darzymy nikogo zaufaniem. Nie dość, że więzimy własną duszę, to jeszcze zabijamy empatię. Dziś jednostka czuje się bardziej samotna w grupie niż samemu. Pęd, bieg, byle duży szoł i forsy po uszy. Kreuje się dziś przesłodzone społeczeństwo, od początku puszczając nakręconym cukrem dzieciom czysto tępe bajki, futruje miliardem reklam i marką, która się liczy. Reklama nie polega na większej świadomości społeczeństwa w sprawach istotnych – sprzedaje poczucie braku wartości, a następnie podsuwa produkt, który je wypełni. Nie rozwija się dziś twórczego myślenia, tylko liczy papierki. Nie buduje wartości człowieka, tylko ją zaburza. Nie kreuje wzorca bazującego na poznaniu i zrozumieniu, tylko konsumpcji i superego.
Życie nigdy jeszcze nie miało mniejszej wartości. Dlaczego pozwoliliśmy – i nadal pozwalamy – zabijać człowieczeństwo?

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio