Hawaiian Heart

- Przygodowe, Opowiadania Dodaj komentarz

Stłumiony szum silników odrzutowych Boeinga wraz z ospałymi rozmowami pasażerów tworzył kojące tło dla ostatnich minut nużącego lotu. Zza horyzontu leniwie wyłaniała się w blasku zachodzącego słońca sylwetka egzotycznej wyspy Oahu. Stalowy potwór niczym ptak gustownie przechylił się w stronę lądu. Morskie fale delikatnie obmywały złote, hawajskie plaże, na których dopiero teraz rozpoczynało się prawdziwe życie. Ponad rozległymi lasami mrugało synchroniczne oświetlenie, ułatwiając lokalizację płyty lotniskowej.
Pilot łagodnie posadził maszynę na pasie startowym. Silniki ostatni raz wydały charakterystyczny dźwięk i zgasły, czekając na kolejny kontener paliwa i nowe wytyczne. Zachodzące słońce z gracją zalewało budynki kojącą pomarańczą.
Głęboko odetchnąłem stawiając kolejne kroki na sławnej, rajskiej ziemi.
Zrozumiem siebie?

* * *

Temperatura o tej porze nie była wysoka. Ciepło opatulało przechadzających się plażą turystów, zmęczonych pracą tubylców i tańczących na scenie artystów. Spokojnie szedłem wzdłuż morskiej linii, ciągle zniekształcanej przez kojące rozgrzane stopy fale. Pozwalałem swoim myślom płynąć w dowolnym kierunku. Jakiż inny mogły wybrać? Kolejne introspekcje, próby dojścia do ostatecznego zrozumienia korelacji między rozdziałami tego życia. Moje uszy zahaczył głęboki, radosny bit zachodniego rapu. Źródło dźwięku wyjechało zza pobliskich krzaków w formie odpicowanego Chevroleta z lat 80′ych. Niemłody kierowca zarzucił pojazdem na ręcznym, stając centymetry ode mnie. Szyba powoli obniżyła się, uwalniając z wnętrza charakterystyczny aromat.
- Nie jesteś stąd, zgadłem? – przemówił spokojnym głosem, po czym obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Łamany angielski z wyraźnym, jamajskim akcentem radośnie rozbrzmiewał w moich uszach. Czerwono-żółto-zielona czapeczka uroczo dyndała w pozytywnym rytmie muzyki.
- Nie, jestem z Polski. Przyleciałem tu, bo… – przygryzłem wargę. Drastyczny kłąb introwertywnych myśli wykrzywił mi usta w niesmaku. – Jak zrozumieć?
- Wsiadaj – uczyniłem, co polecił i w skupieniu siedziałem, próbując zebrać myśli. Pojazd ruszył, kierując się w stronę lądu.

* * *

Powolnym tempem toczyliśmy się po autostradzie w stronę zachodzącego słońca. Śpiew ptaków ginął w hektarach lasów, malujących się przy drodze ciemną zielenią. Subwoofer wielkości pralki wprowadzał moje płuca w głęboką, sinusoidalną wibrację. Muzyka roztaczała sielankową atmosferę zrozumienia. Bit drążył dziury w moim mózgu, które słowa zapełniały świadomością toczenia wojny nie z dniem, a myślą. Rapper tłumaczył mi codzienność i zmagania z własną psychiką. W ciszy czerpałem treści, jakie wypełniały moje zmysły.
- Pamiętaj, że to, co osiągasz miłością, nie zostanie ci odebrane – mówił. Just chill – powtarzał.

Just chill.

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=8CPlF-IEkXQ[/youtube]

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio