Hou het rustig: Herleving

- Obyczajowe, Opowiadania Dodaj komentarz

Spokojny wiatr delikatnie koił moje zmysły. Zielona trawa łagodnie łaskotała mnie w szyję, szepcząc do ucha ciepłe komplementy. Głęboki kolor nieba stykał się z barwą moich oczu, roztaczając kontemplacyjny nastrój w mojej psychice. Zamknąłem oczy. Szum drzew czyścił rwący potok myśli, zostawiając za sobą czyste skupienie. Wyzbyłem się emocji. Puryfikacja zmiotła uczucia, którym dałem się ponieść. Zdałem sobie sprawę. Otworzyłem nową drogę. Przeszłość umarła.
Poczułem czyjąś obecność. Powoli uniosłem powieki. Światło wpadło do moich źrenic, rozlewając jasność w umyśle. Dziewczyna o kalejdoskopowych oczach?
- Shark! – uniosłem się gwałtownie.
- Crasher? Co ty tu robisz? – z niedowierzaniem patrzałem na stojącego przede mną informatyka.
- Tak, to ja. Kogo się spodziewałeś, Bin Ladena? – uśmiech wypełnił jego lica – Coś się stało? Wybiegłeś tak niespodziewanie.
- Spokojnie, nic złego. Musiałem przemyśleć parę rzeczy. Jak tam delikwent? – odrzekłem, wstając z ziemi. Podmuch uderzył w moją twarz, przyspieszając powrót do normalności. Normalności?
- Klient poszedł do domu, wszystko z nim w najlepszym porządku – Przeszywającym spojrzeniem wyciągał z mojego wnętrza emocje, których tak bardzo starałem się pozbyć. Uciąłem je, całkowitą uwagę skupiając na otoczeniu. Malownicze kamieniczki wyłaniały się zza parkowych drzew. Uderzająca granica między naturą a cywilizacją zmyła resztki wątpliwości. Nie ma zbawienia ani potępienia, euforii ani depresji, tylko hormony, które pieprzą się z moim mózgiem. Substancje, które z potulnego rekina zrobiły ze mnie furiatywną, niepoczytalną piranię. Przez endogenny szał straciłem ważną część mojego życia. Ja ucinam przeszłość, wieczny czas stagnacji. Rozpoczynam przyszłość, mozolny rozwój i stanowcze kroki w przód. Ale..
- Ale co? – kompan spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Monolog toczył się nie tylko w mojej głowie. Wysypał się ustami.
- Dowiem się w swoim czasie – akceptacja nieuniknionego rozlała się w mojej świadomości. Muszę pozbierać to, co zniszczyłem i zbudować z tego konstruktywny fundament. Do czego dojdę w tej niekończącej się wędrówce?
Słońce skłaniało się ku horyzontowi. Czerwień zalała charakterystyczny domek, w którym mieściła się potęga serwisu internetowego. Zmęczenie dało się nam obu we znaki. Zamek zamykających się drzwi leniwie zachrobotał. Znajomy szum komputerów wywołał szeroki uśmiech na mej twarzy. Położyłem się na kanapie, zostawiając kompana w przedpokoju. Zamknąłem oczy, kontemplując moc zrozumianej kwestii. Czerpiąc siłę na kolejny, piękny dzień.
Co dalej? Czas pokaże.

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio