Mały Czarnobyl

- Przygodowe, Opowiadania Dodaj komentarz

Toczyłem się powoli ulicą w starej, rozlatującej się Alfie Romeo. Niespotykana na polskich drogach marka samochodu wzbudzała nie tyle podziw, co współczucie. Spod wgnieconego zderzaka wydobywał się ciemny dym, wskazujący na nieproporcjonalne spalanie oleju i paliwa. Przez gwałtowne zmiany obrotów silnika musiałem szarpać wajchą skrzyni biegów, co nie ułatwiało mi płynnej jazdy. Budujący się powoli moment obrotowy ginął w szczęku mechanizmów przekładni przy każdej próbie wykrzesania wystarczającej do poruszenia kołami mocy.
Czas potrzebny na przejechanie jakiegokolwiek dystansu wystarczał, by przyjrzeć się zielonej tabliczce z nazwą miejscowości. Stojąca na dwóch, wątłych rurkach dyskretnie informowała o miejscu, w jakim się znalazłem.
Ryńsk.
Niespiesznie prowadziłem pojazd po niewielkim łuku. W tym pędzie ewentualna próba rozjechania człowieka skończyłaby się najwyżej podrapaniem potencjalnej ofiary, i – biorąc pod uwagę stan techniczny auta – zmasakrowaną karoserią.
Moją uwagę przykuł wspaniały, acz zaniedbany kościół, artystycznie wyłaniający się spod białych ramion wysokich drzew, tworząc smutny portret kondycji finansowej kraju. Niewykorzystany potencjał piękna średniowiecznej budowli boleśnie ranił moją duszę.
Dojeżdżając do pierwszej krzyżówki, której droga prowadziła do kompleksu szkół podstawowych, zauważyłem wysoki komin wznoszący się nad horyzontem kawałek za gimnazjum. Czym prędzej włączyłem kierunkowskaz i zmieniłem tor jazdy, by bliżej przyjrzeć się fascynującej budowli. Tocząc się drogą pełną rozmokłego błota czułem przeszywające spojrzenia młodzieży, chowającej się pod wiatami przed przeraźliwie chłodnym, zimowym wiatrem. Zauważywszy parking, najprawdopodobniej przeznaczony dla nauczycieli, postawiłem pojazd przy brzegu, by możliwie najmniej utrudnić ewentualny wyjazd któregokolwiek z pedagogów. Wyszedłem z auta i znów spojrzałem zafascynowany na spowity tajemniczą mgłą budynek. Ośnieżone dachy, wraz z leniwie spadającymi płatkami śniegu, tworzyły niesamowity, postapokaliptyczny klimat, który dopełniały powyginane niczym w agonii drzewa. Wziąłem głęboki oddech, drugi, trzeci. Z każdym tchnieniem coraz bardziej czułem mistyczną atmosferę tej miejscowości. Wiedziałem, że aparat fotograficzny nie odda nawet w części emocji, jakie wypełniały moje wnętrze w tym momencie, ale koniecznie musiałem mieć pamiątkę.
Ogromny uśmiech wykrzywił moją twarz, gdy rozkręcałem rozrusznik w samochodzie. Rzut okiem na mapę utwierdził mnie w przekonaniu, że już niedługo koniec wyczerpującej podróży. Z trudem wróciłem na główną drogę, kierując się wgłąb Ryńska.
Miasteczka o niespotykanym pięknie.
Miasteczka, które już na zawsze zapamiętałem jako Mały Czarnobyl.

Little Chernobyl

Dedykuję to opowiadanie wszystkim ludziom z mojej szkoły oraz nauczycielom. Dziękuję Wam za wszystko.

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio