Nothing lasts…

- Psychika, Felietony Dodaj komentarz

Plaża, muzyka i złotookie niebo. Słodkie, rytmiczne fale dźwiękowe, poruszające ciała, serca i dusze tańczących swobodnie ludzi. Szum morza, zagłuszany raz po raz krzykiem mew. Przepełniające uczucie wolności, jedności i spełnienia, swoistego ciepła i utulenia w sączących się dźwiękach syntezatorów. W ścisłej kooperacji elektroniki z instrumentami powstaje najbardziej soczysty kąsek współczesnej twórczości, dopełnianej aprobatą radosnego tłumu.
Simon bujał się do rytmu, co chwilę modulując dźwięk i przełączając efekty. Wyglądał raczej jakby rozwieszał pranie, tak lekko, bezproblemowo mu to przychodziło. Stał, okrążony – wydawałoby się – setką urządzeń, wokół których obracał się i manewrował. Umiejscowiony na prawym skrzydle sceny, na wprost lewego – gdzie znajdowali się wirtuozi wprawiający całą tą machinę w ruch instrumentami wszelakimi, widział dokładnie każdy ruch ich rąk, mogąc dzięki temu wykrzesać maksimum z ich wspaniałego aktu. Łapiąc co chwilę za gitarę, by zaakcentować pozytywnym rytmem utwór i wracając do swoistego “pływania” pośród syntezatorów, wprawiał w zdumienie każdego obserwatora swobodą i lekkością swoich ruchów.
Raja zaś rozgrzewał tłum znad centralnej konsolety, wskazując na ludzi, klaszcząc, tańcząc i gestami przeróżnymi nakręcając atmosferę całego przedstawienia, a przez to trzymając pieczę nad całym aktem. Inaczej niż typowi artyści, jak to sam stwierdził – pochylającymi się nad urządzeniami jak nad pługiem rolniczym – otwarcie uczestniczył w zabawie, chodząc po całej scenie i dopinając muzykę ręcznie rzeźbionymi instrumentami, całkowicie nieprzypominającymi tego, czym na prawdę są, wykończonymi pięknymi, ciepłymi barwami. Starszy, ale nadal pełen miłości do tego, co tworzy i przekazu, jaki w nim tkwi, Raja kręcił się pośród orientalnych obrazów, abstrakcyjnych malowideł i puszczanych z projektorów falujących fraktali współgrających z dźwiękiem, synestezją wypełniając mózgi zebranych.
Chodziłem pośród tańczących ludzi i obserwowałem całe wydarzenie, poruszany niskimi i przeszywany wysokimi tonami. Topiłem się w cieple słońca i atmosfery, nie mogąc ustalić w czym bardziej. Nie chciałem nawet o tym myśleć. Na nic nie czekałem, niczego nie potrzebowałem. Niczego prócz tej chwili. na była, tu i teraz, tylko i wyłącznie ona, niczym żyjąca we mnie, ze mną i mą duszą. Uczucie jedynego w swoim rodzaju spełnienia, zjednoczenia, nie tylko z całym tłumem w jednym rytmie, ale przede wszystkim ze sobą. Niesamowite emocje, akceptacja ich, siebie, istnienia i jego istoty.
Nic poza tym, co jest teraz – właśnie tego uczy muzyka, a dokładniej ta muzyka. Tworzona od serca i zawierająca jego życiodajne bicie w sobie dzieli się nim z tym, kto porzuci ograniczenie i otworzy się na niesione przez nią uczucia, energię, wolność. Daje siłę, pragnienie poznania. Odbioru tego, co oferuje.
Każdego dnia, każdej chwili, o każdej porze nosząc tą świadomość w sobie staram się odkryć rytm mojej duszy i to z niej czerpać tę moc. Potęgę, która ze mną współpracuje.
Energię, którą jestem ja.

Synapses misfiring.
Rozruszowywuję (?) palce.

Shpongle – Divine Moments of Truth

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=o1jPeG1LlaQ[/youtube]

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio