Beznamiętnie patrzę na dokonaną robotę. Godziny, dni, tygodnie pracy nie poszły na marne, choć świadomość tego nie napawa mnie wcale radością. Nic już nie powoduje ani radości, ani smutku. W pewny sposób doszedłem do tego, czego chciałem. Spokoju ducha, który osiągam piorąc go z emocji. Nie jestem pewien, czy to właśnie dobra droga. Czego ja tak naprawdę jestem pewien? Wątpliwości budzi we mnie nawet każdy następny dzień, tym samym pustkę zalewając niepewnością. Czuję, że w moim planie czegoś brakuje. Może brakuje go całego? Czegoś nie dokonałem. Coś opuściłem, kluczowy punkt w rozpisce życia. To, co mnie tak naprawdę dręczy, to fakt, iż zapomniałem gdzie i czym on jest. W którym miejscu go szukać? Gdzie go odnaleźć? Gdzie jest? Przez długi czas miotałem się w poszukiwaniu. Musiałem dużo stracić, z czego ani dumny, ani smutny nie jestem. Poświęcenie dla “lepszego jutra”, radośniejszego dobra. Pogoda ducha, a raczej płytka apatia skupiająca energię na czystej egzystencji, maskująca emocje chciane jak i niechciane, niźli walce z niemożliwym do pokonania. Nie widzę już sensu w tym. Często o tym myślałem, próbowałem, ale zawsze podchodziłem ze złej strony i zamiast zagiąć niechcianą myśl, otrzymywałem potężny cios, o podwójnej sile próby ataku. Poddaję się, to bez sensu. Zdejmuję rękawice, schodzę z ringu i idę w stronę…
No właśnie, którą?
Pewien jestem jednego.
Go. Don’t stop.
Tą lub inną drogą. Byle do przodu.
lipiec 19th, 2009, o godzinie 23:47
Błąd. Czasem trzeba zawrócić by znaleźć poprawną drogę, czasem trzeba zrobić dwa kroki do tyłu by przeskoczyć strumyk inaczej wpadniesz do wody, a czy warto?