Schedulemania

- Psychika, Felietony Dodaj komentarz

Beznamiętnie patrzę na dokonaną robotę. Godziny, dni, tygodnie pracy nie poszły na marne, choć świadomość tego nie napawa mnie wcale radością. Nic już nie powoduje ani radości, ani smutku. W pewny sposób doszedłem do tego, czego chciałem. Spokoju ducha, który osiągam piorąc go z emocji. Nie jestem pewien, czy to właśnie dobra droga. Czego ja tak naprawdę jestem pewien? Wątpliwości budzi we mnie nawet każdy następny dzień, tym samym pustkę zalewając niepewnością. Czuję, że w moim planie czegoś brakuje. Może brakuje go całego? Czegoś nie dokonałem. Coś opuściłem, kluczowy punkt w rozpisce życia. To, co mnie tak naprawdę dręczy, to fakt, iż zapomniałem gdzie i czym on jest. W którym miejscu go szukać? Gdzie go odnaleźć? Gdzie jest? Przez długi czas miotałem się w poszukiwaniu. Musiałem dużo stracić, z czego ani dumny, ani smutny nie jestem. Poświęcenie dla “lepszego jutra”, radośniejszego dobra. Pogoda ducha, a raczej płytka apatia skupiająca energię na czystej egzystencji, maskująca emocje chciane jak i niechciane, niźli walce z niemożliwym do pokonania. Nie widzę już sensu w tym. Często o tym myślałem, próbowałem, ale zawsze podchodziłem ze złej strony i zamiast zagiąć niechcianą myśl, otrzymywałem potężny cios, o podwójnej sile próby ataku. Poddaję się, to bez sensu. Zdejmuję rękawice, schodzę z ringu i idę w stronę…
No właśnie, którą?

Pewien jestem jednego.
Go. Don’t stop.
Tą lub inną drogą. Byle do przodu.

Jeden komentarz do “Schedulemania”

  1. Aristarh Napisał:

    Błąd. Czasem trzeba zawrócić by znaleźć poprawną drogę, czasem trzeba zrobić dwa kroki do tyłu by przeskoczyć strumyk inaczej wpadniesz do wody, a czy warto?

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio