Silent Harbour

- Sensacyjne, Opowiadania Dodaj komentarz

Pierwsze oznaki wiosny przebijały się przez przyciemnione szyby sportowego samochodu. Silnik mruczał lubieżnie z każdym przyspieszeniem, a zawieszenie sprawnie wybierało nierówności, prowadząc pojazd po szerokich łukach. Crasher zręcznie manewrował masywną kierownicą, raz po raz rzucając okiem na mapę. Siedząc na fotelu pasażera relaksowałem się, myśląc o zbliżającym się celu podróży. Dynamiczny Drum’n'Bass wprawiał w drżenie cały samochód, wypełniając wnętrze kojącą atmosferą radosnej euforii. Apatycznie patrzałem na przewijające się otoczenie. Znaki wskazywały na to, że znajdowaliśmy się niedaleko niewielkiego miasteczka, w którym odebrać mieliśmy przesyłkę.
Paczka. Jakby to była pocztówka z bombonierką.

* * *

Żwir zagrzechotał pod kołami, gdy kierowca zatrzymał pojazd na ręcznym. Z komina niepozornej, drewnianej chaty unosił się gęsty dym, którym lekki wiatr kreślił rozmaite kształty. Woda w zatoce spokojnie obmywała fundamenty prywatnego portu. Wyszedłem z samochodu i skierowałem się w stronę domku.
- To napewno tu? – skonsternowany badałem próchniejące drewno drzwi.
- Jestem tego pewien – kompan energicznie zapukał, po czym oparł o futrynę. Po krótkiej chwili zamek wydał charakterystyczny dźwięk i wrota się uchyliły.
- Crasher! Jedna miłość bracie, miło cię widzieć u mojego progu. Już dzwonię po przesyłkę – ku mojemu bezgranicznemu zdziwieniu drzwi otworzył nam starszy rastaman, o dredach dłuższych niż polskie autostrady. Luźne spodnie w kolorze khaki i długą, zieloną kurtkę dopełniała wisząca u boku kabura z krótką czterdziestką piątką marki Beretta.
- Chodźmy do przystani, już w drodze.

* * *

Rozłożyliśmy drewniane leżaki wzdłuż przystani, sącząc sok z pomarańczy przez kręconą słomkę. Zachodzące słońce komponowało się z niebieskim morzem, kojąc resztki niepokoju. Morska bryza chłodziła spocone czoło, a zimny sok wypełniał zmysł smaku. Chmury leniwie płynęły, zbierając się w większe kupki. Idealna pogoda na przechwyt.
Po niedługiej chwili na horyzoncie zamigotała szybko zbliżająca się ciemna plamka. Wszyscy trzej wstaliśmy, wyczuwając niepokojącą wibrację w atmosferze.
- Dziwne, miał przypłynąć na barce… Bumbaclot, kryć się! – świst szczątek krzeseł zmroził mi krew w żyłach, gdy rzuciłem się za najbliższy murek. Szybko spojrzałem na zawracający helikopter. Rzuciłem okiem na towarzyszy, którzy zbierali się z betonowej posadzki.
- Tego nie było w planach! – Crasher krzyczał, biegnąc w stronę domku. Drugą salwa z karabinu maszynowego, udekorowana rakietą niczym wisienką na torcie, agresor skierował w samochód.
Nasz jedyny środek transportu.
Wlatując z drzwiami do środka chaty rastaman rzucił się pod stół.
- Co ty robisz człowieku? Pod blat przed bombowcem? – sfrustrowany krzyknąłem w stronę mężczyzny, po czym triumfalny uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy zobaczyłem, co wyrzucił na podłogę.
Podłużna, metalowa rura z celownikiem i czterema ładunkami wybuchowymi. Tego potrzebowaliśmy. Gwałtownie zbladłem, gdy w pośpiechu przed śmigłowcem wrzucałem pierwszy pocisk w ładownicę. Rasta bezcelowo marnował naboje swojego pistoletu, próbując osłabić atak nieprzyjaciela. Poczekałem, aż ostatnia seria rozniesie okna na strzępy, po czym posłałem palec boży w stronę helikoptera.
Celnie. Raz, a dobrze.
Czerwona kula ognia wypełniła niebo, skutecznie rozświetlając wybrzeże. Wrak wraz z nabranym pędem bezwładnie wpadł do morza, wzburzając dużą falę. Słup dymu unosił się wraz z tonącymi zgliszczami samolotu.
Cholernie drogiego samolotu.
- Marez, zdajesz sobie sprawę z tego, że im nie zapłacę? – Crasher ze spokojnym głosem oznajmił nieuniknione. Zabawne, że gdy zagrożenie życia mija, wracają wartości przyziemne.
- Bumbaclot, oczywiście, ja się z nimi policzę, seen? – obiecujący ton Rastamana nie mógł jednak oddać nam naszego samochodu.
- To jak wrócimy?

* * *

Niekończące się druty energetyczne, lasy i polany przesuwały się leniwie za brudnym oknem. Przesiąknięte dymem papierosów wnętrze odrażało swoją obskurnością. Ludzie tłoczyli się na siłę w przedziale, by tylko posadzić swoją szanowną dupę na siedzeniu. Spojrzałem na Crashera, śmiejąc się w duchu z jego skonsternowanej miny.
- Kolejny nudny dzień w biurze…

3 komentarzy do “Silent Harbour”

  1. Wedel Napisał:

    Jak zawsze fajne i ciekawe opowiadanie ^^

  2. Lacz Napisał:

    Fajne, fajne. Moje spostrzegawcze oko nie dostrzegło żadnych większych błędów XD. INO!
    Kiedy piszesz dialogi, mój drogi, to np:
    “- Jestem tego pewien – kompan energicznie zapukał (…)”
    Po “pewien” powinna być kropka, a “kompan” zaczęty z dużej litery. Małą literą i bez kropki w dialogu pisze się wtedy, kiedy np. masz “- Jestem super – powiedział.”, czyli opisując czynności, np. rzekł, odpowiedział, zapytał, syknął, mruknął itd.
    No. Mam nadzieję, że wytłumaczyłam XDD. No bo fajnie piszesz i to tak nieładnie robić błędy, nie? No.

  3. SharkyPL Napisał:

    Cenna wiadomość. Upewnię się co do tego i wezmę to pod uwagę w kolejnych tekstach. Dziękuję za lekturę i zapraszam ponownie ;)
    (A niech to, zaczynam już brzmieć jak billboardy Tesco. Starzeję się.)

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio