Tam, gdzie demokracja zanika…

- Sensacyjne, Opowiadania Dodaj komentarz

Opary kawy leniwie wznosiły się w powietrze, zapełniając biuro kontrolne świeżym jej aromatem. Crasher ze spokojem podniósł filiżankę i zaczerpnął łyk delektując się jej smakiem.
Szum komputerów wypełniał nieznośną ciszę w opancerzonej furgonetce. Główny terminal komputerowy był wypełniony obrazami z kamer pobliskiego budynku. Strażnicy leniwie krążyli po korytażach, w sali balowej dostojnicy bawili się w akompaniamencie stuków kieliszków i syków otwieranych najlepszych szampanów, jakie stały w barku najsilniejszego kandydata na prezydenta – Roberta Shacklewortha. Mniejsze ekrany radośnie migały, wypełnione raportami w tylko Crasherowi znany sposób wykradzionymi z komputerów konkurenta.
Na ekranie pojawiła się ikona przychodzącej rozmowy. Niecierpliwie migała, starając się przykuć uwagę najlepszego hackera rządowego.
Crasher poczuł ścisk w gardle. Nareszcie, po trzech dniach siedzenia w metalowym pudle, stu litrach kawy i tonie jedzenia z puszki otrzyma instrukcje dalszego postępowania. Sięgnął po urządzenie wskazujące i odebrał połączenie.
Osoba po drugiej stronie kabla, z wyraźnym akcentem słowiańskim, chrząknęła znacząco.
- Tu Organizator, jak wygląda sytuacja? – spytał lodowatym głosem. Programista poczuł mrowienie na plecach. – Wszystko jest pod kontrolą, strażnicy patrolują korytarze – spojrzał na zegarek. – Za dokładnie sześć minut zmiana warty, hole będą puste przez około trzy minuty – dodał.
- Trzy minuty… – zamyślił się – Powinno wystarczyć. Oddział Gamma będzie na dachu budynku za dwie minuty. Przekieruję połączenie do dowódcy oddziału, będziesz koordynował działania z furgonetki. Bez odbioru – trzask na linii oznajmił przekierowanie połączenia. Dowódca oddziału Gamma, Shadow, odezwał się tubalnym głosem – Jesteśmy na zachód od twojej pozycji, przybliżony czas dotarcia wynosi trzy minuty. – Głośny szum wirników helikoptera został stopniowo wyciszony przez systemy filtrujące dźwięk. – Zrozumiałem, przejmuję kontrolę nad systemem bezpieczeństwa budynku – Crasher poczuł przypływ adrenaliny.
Wpisał komendę na klawiaturze. Pięćdziesiąt metrów dalej robot wielkości pająka zbudził się do życia…

* * *

Mechaniczne przeguby wykonane z wytrzymałego kevlaru, napędzane przez mikroskopijne silniki elektryczne zwinnie przemieszczały kadłub mechpająka. Napędzany akumulatorami układ elektryczny mieścił mikrokamerę, superczuły mikrofon kierunkowy i stabilny manipulator. Maksymalna prędkość robota wynosiła trzydzieści kilometrów na godzinę, zaś zasięg wynosił około trzech kilometrów – w zupełności starczyło, by przebiec na drugą stronę ulicy i przejąć kontrolę nad paroma komputerami.
Crasher z wojskową precyzją kontrolował maszynę. Obraz na monitorze był niestabilny ze względu na panujące w szybach wentylacyjnych zakłócenia sygnału. Mimo komunikacji na niedostępnych falach radiowych, niektóre częstotliwości używane przez firmy telekomunikacyjne kolidowały z tymi używanymi przez hackera. Szybko więc zmienił częstotliwość na niższą, zapewniając stabilność połączenia.
Robot zwinnie manewrował między wentylatorami w szybie, szukając pomieszczenia kontrolnego. Hacker spojrzał na mapę budynku i migającą kropkę na ekranie komputera. Mechpająk był dokładnie nad nim.
Powoli wyszedł przez kratkę wentylacyjną. Ekran sterowania rozjaśnił się.
Oczom Crashera ukazał się mały pokój z biurkiem, na którym stał terminal, i wielkim superkomputerem stojącym przed nim. “Proste i wygodne rozwiązanie – w sam raz dla półgłówków pokroju Shacklewortha” – pomyślał, po czym skierował urządzenie w stronę komputera. Wielkość pająka pozwoliła przecisnąć się między ścianą a obudową, otwierając dostęp do okablowania systemu bezpieczeństwa.
Mikromanipulator wysunął się z kadłuba robota. Hacker rzucił okiem na plany połączeń i zbliżył ramię manipulacyjne do zielonego kabla, który zachęcająco wystawał z portu komunikacyjnego systemu.

* * *

Wysoki, ciemnoskóry dowódca oddziału Gamma siedział przy włazie helikoptera, paląc cygaro. Dym wykonywał żwawy taniec, formując różnorodne kształty pod wpływem silnego wiatru. Shadow delektował się smakiem tytoniu, patrząc beznamiętnie w ciemną noc.
Na horyzoncie pojawił się wysoki, rozświetlony budynek. Odbiornik radiowy wydał charakterystyczny trzask.
- Shadow, tu Koordynator, faza pierwsza zakończona, systemy bezpieczeństwa unieruchomione. Ci łysi kretyni widzą na ekranach w kółko to samo nagranie. Czekam na dalsze rozkazy – elektronicznym, szyfrowanym głosem odezwał się Crasher. – Trzydzieści sekund do lądowania. Monitoruj pozycje strażników i infomuj mnie o wszelkich niebezpieczeństwach – przekazał, po czym zwrócił się do oddziału – Po wyjściu z helikoptera musimy jak najciszej dostać się na klatkę schodową budynku. James, Kluchu, skupcie się. Otwieramy drzwi, czyścimy pomieszczenie i podążamy za instrukcjami koordynatora. ‘oorah? – zwięźle wytłumaczył, po czym wyrzucił cygaro w otchłań nocy…

* * *

- Dave? Dave, tak, Dave! Jak wygląda sytuacja? – Shackleworth wszedł chwiejnie do pokoju kontrolnego – Wszystko jest w jak najlepszym porządku, szefie. Systemy ochrony działają wyśmienicie, ostatni test sygnału został wykonany dokładnie pięć minut temu. Strażnicy meldują kompletną ciszę w eterze – Dave, kierownik ochrony budynku zdał raport i spojrzał na monitory – Zdziwił nas jednak długi postój helikoptera nad naszym budynkiem, nie odpowiadał na wezwanie – dodał.
- Daj spokój, zgubił pewnie drogę, późny wieczór jest, a my się bawimy. Już niedługo będę rządził tym krajem! – krzyknął Robert, trzaskając drzwiami. “Oczywiście, ty durna krzyżówko dinozaura i zmywarki do naczyń”, pomyślał Dave i wygodnie rozsiadł się przed systemem ochrony.

…Crasher przełknął ślinę. Oddział Gamma prześlizgnął się przez pustą klatkę schodową na trzecie piętro. Udało się przez głupotę Shacklewortha, pomyślał, po czym spojrzał na monitor komputera. Trzy kropki zwinnie poruszały się przez sieć korytarzy w budynku kandydata. Coś jednak go zaniepokoiło.
- Shadow, tu Koordynator. Przed wami jest grupa trzech mężczyzn uzbrojonych w broń ręczną i męskie stringi. – przekazał dowódcy. Strażnicy rozmawiali o czymś intrygującym. – Chyba kłócą się o wyniki meczu – dodał. – Zrozumiałem, idziemy rozwiać ich wątpliwości – zimnym tonem odpowiedział głos w słuchawkach.

* * *

Żołnierze z wojskową efektywnością pokonywali korytarze. Kamery nie stanowiły dla nich zagrożenia, wiedzieli, że Crasher sobie z nimi poradził. Gdy otrzymali komunikat o trzech strażnikach, zwolnili kroku.
- Przed nami są trzy cele. James, weź ten pistolet – dowódca podał mu futurystycznie wyglądającą broń z długim tłumikiem ze skórzanym wykończeniem, oraz futurystyczną lunetą – spójrz przez celownik – rozkazał. James spojrzał przez kolimator, nie rozumiejąc o co chodzi. – Ta broń została stworzona, by jak najciszej ściągać cele. Spójrz na ścianę – żołnierz wyprostował ramię i wycelował w ścianę. – To zbyt proste, by było prawdziwe – powiedział z nieukrywanym uśmiechem, oglądając strażników przez warstwę betonu. – Nie ma czasu na rozmowy, żołnierzu. Do roboty – ponaglił go dowódca. James żwawo oddał pierwszy, drugi i trzeci strzał, nie dając mężczyznom chwili do namysłu.
- Jeden-zero dla drużyny amerykańskiej – z chytrym uśmiechem oznajmił Shadow – schowajmy zwłoki, byle szybko.

… Crasher z nieukrywanym zdziwieniem oglądał, jak trzej mężczyźni padają w ułamku sekundy. Ciekawe zabawki mają w tej armii, pomyślał.

* * *

- Jesteśmy na pierwszym piętrze. Jak wygląda sytuacja? – spytał dowódca. – Za rogiem jest długi korytarz, to najniebezpieczniejsza droga, roi się od strażników. Radzę wejść do pokoju z ciemnozielonymi drzwiami, jest przezeń przejście do sali balowej. W dodatku jest pusty, więc nie będziecie musieli brudzić rąk – koordynator szybko przekazał informacje i przełączył obraz na monitorze, kontemplując taktykę oddziału Gamma. Błyskawicznie przemieścili się od drzwi do drugiego końca pokoju.

- Kluchu, skup się. Nie możemy zostać zauważeni, a tam jest pełno ludzi. W jaki sposób masz zamiar zabić jedną na pięćset osób? – Kluchu był nieocenionym strategiem w jednostce specjalnej. – Mamy dwa wyjścia: wrzucamy tam wszystkie granaty i modlimy się, że któryś z nich zabije kandydata, albo używamy naszej sprytnej zabawki – z tajemniczym uśmiechem przekazał wszystkie możliwości. – Wydaje mi się, że opcja druga będzie wygodniejsza dla nas wszystkich. James, wiesz co robić? – żołnierz podniósł wzrok i przytaknął.

…chwilę później martwą ciszę przeszył głośny krzyk setek osób…

* * *

Crasher poczuł zimny pot na plecach. Na ekranie widział setki tłoczących się osób, strażnicy biegali nie wiedząc co się dzieje. Nadszedł najtrudniejszy punkt misji. Ucieczka.

- James, zablokuj drzwi, Kluchu, biegniemy do drzwi, którymi weszliśmy i czyścimy korytarz za nimi. James, dołącz jak najszybciej. Żwawo, panienki! – rozkazał dowódca nieznoszącym sprzeciwu tonem. James przewrócił szafę stojącą przy drzwiach, tym samym skutecznie blokując wejście do pokoju. Przykręcił tłumik do pistoletu i szybkim krokiem podążył za Kluchem i Shadowem.
- Jak wygląda sytuacja za drzwiami, Crasher? – koordynator przełączył odbiornik obrazu. – W waszą stronę zbliża się pięciu strażników. Flashbang i pięć naboi załatwi sprawę – sam zdziwił się, z jaką lekkością każe zabijać ludzi. – Kluchu, flashbang! – żołnierz wyciągnął granat w kształcie walca, wyjął zawleczkę i rzucił za drzwi.
Głuchy huk rozległ się za ścianą. James gwałtownie wyważył drzwi i otworzył ogień do nieprzyjaciela.
Przez dziurę po kuli wpadała smuga światła…

* * *

- Co się stało?! I dlaczego systemy ostrzegania nie zadziałały?! – w kółko powtarzał Dave. Jak to się stało, że nie dopilnował systemu bezpieczeństwa? Jak to się stało, że żaden ze strażników nie zauważył uzbrojonych facetów biegających po korytarzach?! To już nieważne. Teraz jedyne, co się liczyło, to dorwać tych skurwieli. – Grupa pierwsza, zabezpieczcie wyjście A1, grupa druga wyjście A2. Reszta niech szuka ich w zachodnim skrzydle, nigdzie indziej nie mogli uciec – uspokoił się, zdając sobie sprawę, że stamtąd nie ma wyjścia. Był na wygranej pozycji.

* * *

- Musimy trzymać się razem. Idziemy między pokojami w stronę klatki schodowej – rozkazał dowódca. – Sir, yes, sir! – potwierdził James drżącym głosem. Shadow poczuł, że serce podchodzi mu do gardła…
Przechodzili szybko, wyważając drzwi w każdym pokoju. Ani na chwilę nie pomyśleli o tym, że za jedne drzwi możnaby zbudować niewielką willę. Biegli żwawym tempem przez wszelkiej maści pomieszczenia – pokoje sypialne, w których stały ogromne, królewskie łoża z telewizorami plazmowymi, sale konferencyjne, gdzie ogromne stoły zajmowały większość przestrzeni, oraz pralnie, w których porozrzucana była brudna bielizna Shacklewortha.

… Trzy wesoło migające kropki poruszały się z zawrotną prędkością po budynku. Mieli jeszcze jakieś trzydzieści metrów do klatki schodowej. “Już są w domu”, pomyślał Crasher. Przełączył obraz na kamerę na klatce, by upewnić się, czy nikogo nie ma. Ani jednej żywej duszy. Hacker spokojnie rozsiadł się, pewny wygranej misji. Pomyślał o wynagrodzeniu, jakie dostanie za wykonaną robotę i szybkim powrocie do wygodnego domu.
Spowrotem włączył mapę budynku i przeszył go strach.
Kropki zniknęły.

* * *

- Dowódca, tu koordynator. Czy wszystko wporządku? – zdenerwowany spytał przez komunikator. – Jesteśmy cali, lecz pod ostrzałem. Jesteśmy dziesięć metrów od klatki schodowej, niezwłocznie wezwij helikopter! – Shadow krzyknął do nadajnika radiowego, wyczerpując kolejny magazynek w stronę nadchodzących strażników. Schował się za ścianę, by przeładować broń. “Więcej was matka nie miała?”, pomyślał, wkładając nowy magazynek do karabinu. – James, granat! – rzucił zwięźle rozkaz do żołnierza, by po chwili usłyszeć głośny wybuch. – Czy to już wszyscy? – spytał Kluchu, przełączając broń w tryb półautomatyczny. – Na to wygląda. Nie ma czasu na rozmyślania – odpowiedział. – Crasher, za ile będzie helikopter? – rzucił przez nadajnik. – Przewidywany czas dotarcia wynosi trzy minuty, helikopter jest już w locie. Klatka schodowa jest pusta, w waszą stronę biegnie jednak następna fala strażników. Jeśli się pospieszycie, będziecie na dachu w niecałą minutę, cali i zdrowi – Koordynator z nieukrywaną radością odpowiedział dowódcy.
Oddział rzucił się do biegu…

* * *

- Skąd tylu tych cepów jest? – James próbował przekrzyczeć hałas wiszącego w powietrzu helikoptera. Odpierał kolejny atak strażników, schowany za murowanym kominem. Rzucił okiem na Shadowa, który wspinał się po drabince transportera. Jego Beretta raz po raz zagłuszała szum wirników śmigłowca, rozlewając krew nadbiegających, uzbrojonych mężczyzn. Charakterystyczny klik oznajmił koniec amunicji. Bez namysłu sięgnął po ostatni magazynek, załadował broń i spojrzał w stronę helikoptera. Czekali już na niego. Wychylił się i otworzył ogień, opróżniając cały magazynek w stronę nieprzyjaciela. Schował się spowrotem, wziął głęboki oddech i rzucił się do biegu.
Tętno przyspieszyło mu do niewyobrażalnej prędkości. Każdy krok wydawał mu się trwać wiecznie, każdy świst kuli wydawał się rozlegać echem w jego głowie.
Łapiąc szczebel drabinki doznał przeszywającego bólu w udzie. Usłyszał trzask pękanej kości, poczuł, jak kula rozrywa jego tkankę mięśniową. Jego świadomość wypełniło tylko jedno uczucie: ból.

* * *

Kluchu i Shadow z całej siły wciągali drabinkę do wnętrza helikoptera. – James, do cholery, ile ty ważysz! – Kluchu oddawał raz po raz strzały w stronę dachu budynku. – Nie możemy tu zostać, bo zrobią z nas sito! – Pilot zwiększył obroty silnika i pochylił maszynę do przodu. James ostatkiem sił wciągnął się na pokład śmigłowca i stracił przytomność.

…Crasher połączył się z pilotem helikoptera. – Jak wygląda sytuacja? Czy jesteście już w bezpiecznej odległości? – wstrzymał oddech, gdy radio szukało częstotliwości. – Wszystko w porządku, James stracił przytomność i prawdopodobnie przyrodzenie, ale wyjdzie z tego cało. Lecimy do szpitala wojskowego, póki mamy paliwo. Flying Duck, over and out. – wiadomość ta ucieszyła Crashera jak nigdy. To już jest koniec, pomyślał.
Uderzył trzy razy w wewnętrzne okno furgonetki. – Fred! Obudź się, jedziemy do domu – nie ukrywając szczęścia oznajmił kierowcy samochodu. – Masz ci los, przez to całe zamieszanie wystygła mi kawa.

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio