The Lure

- Sensacyjne, Opowiadania Dodaj komentarz

Masywne drzwi bezgłośnie potoczyły się we wnęki między ścianami, wpuszczając delikatną smugę światła do podziemnej sali sypialnej. Wysoka postać powolnym krokiem zbliżyła się do łóżka, głuchym stukotem wypełniając ciszę w pomieszczeniu. Konsternacja malowała się na twarzy mężczyzny, gdy powolnym ruchem wyciągał komunikator z lewej kieszeni nylonowych spodni. Na niewielkim ekraniku nerwowo migała ikonka przychodzącej wiadomości. Naukowiec zmęczonym wzrokiem rozejrzał się po sali, spoczął na łóżku i otworzył komunikat.
Zimny pot pojawił się na czole mężczyzny, gdy urządzenie wydało cichy pisk oznajmiający koniec wiadomości. Podniósł wzrok, omiótł pomieszczenie i znów przeczytał tekst na wyświetlaczu. Treść nie zdradzała wiele informacji, lecz wystarczająco, by zrozumieć jej przekaz.
Planowali to już od tygodni. Każdy możliwy punkt planu został dogłębnie przemyślany, ale zawsze może się znaleźć coś, nad czym nie pomyśleli. Czy im się uda?
Chwilę konsternacji przerwały cykliczne wibracje komunikatora. Naukowiec wcisnął przycisk i nerwowo podniósł słuchawkę.
- Jack, czy jesteś tego pewien? Czy to jest naprawdę jedyne rozwiązanie? – drżącym głosem zadał pytanie. – Sam wiesz, Sam, że nie wiem. – Długa chwila minęła, zanim mężczyzna po drugiej stronie odpowiedział chłodnym tonem. – Życzę powodzenia – trzask na linii oznajmił koniec szyfrowanego połączenia.
Mężczyzna położył się na miękkim łóżku. Chwilę wsłuchiwał się w wyraźny rytm swojego serca. Starał się zasnąć z głową pełną pomysłów, które wypełniały ją od samego rana. To już jutro, pomyślał, gdy błogi sen ogarnął jego świadomość.

* * *

Ogromny, szklany stół połyskiwał w świetle szaroniebieskich lamp halogenowych. Setki dokumentów rozrzuconych po blacie mieniło się kolorami w oczach Jacka, który już drugą dobę czuwał nad przygotowaniem operacji. Przeciągnął się na masywnym, skórzanym krześle, zmęczony monitorowaniem ruchu sieciowego i przeglądaniem papierów. – Dlaczego muszę czytać te antyczne świstki? – pomyślał, spoglądając na stertę. – Jak jeszcze parę lat temu radzono sobie z całymi kartonami tej przerobionej pulpy? Tyle drzew zostało zniszczonych, gdy tworzenie biomasy było możliwe z wielu innych, wydajniejszych roślin…
Przemyślania przerwał mu zgrzyt zamka. Do pomieszczenia z głuchym świstem wpadło chłodne powietrze z zewnątrz. Cichy, znajomy terkot hydrosilnika wypełnił salę, zagłuszając szum systemów chłodzenia. Mężczyzna, poznając znajomy dźwięk pojazdu, wstał i szybko skierował się w stronę źródła hałasu. – Chris! – krzyknął, gdy w drzwiach pojawił się wysoki blondyn. – Czekałem na ciebie. Długo zajęła ci podróż, czyżby korki? – szyderczy uśmiech zagościł na twarzy Jacka, gdy pomyślał o mocy nowego Vanquisha. – Pięćset na godzinę w zupełności wystarcza, by niebieskie barwy zlały się z otoczeniem. Nie wyglądasz na wyspanego, czyżby zmęczyło cię stukanie w klawiaturę? – mężczyzna rzucił okiem na stół, na którym piętrzyły się różnokolorowe kartki papieru. – Trzeba się za to zabrać. Usiądź, odpręż się. Zaraz będzie tu Shark, zajmiemy się resztą. – Jack z wdzięcznością pokiwał głową i spoczął na jego siedzisku. Nie minęła chwila, jak usłyszał charakterystyczny stukot i klikanie. Myślał o szczegółach planu “The Lure”. Czy uda im się przyjąć na niewielką skrzynkę ruch pakietów z całego świata? Poczuł, jak jego powieki stają się coraz cięższe. Czas na spoczynek dla niego nadszedł. Zamknął oczy i jak przez mgłę usłyszał szczęśliwe powitanie technika z programistą.

* * *

Chris szybko pojął sytuację na ekranie. Transfer na serwerach największych firm sięgał terabajty na sekundę. Zimny pot spłynął mu po czole, gdy zdał sobie sprawę z zasięgu operacji, jaką mają dokonać. Nie czekał długo, by usłyszeć syk hermetycznych drzwi. Pojawił się w nich niewysoki albinos w szacie mnicha, co kompletnie zdezorientowało programistę. Wstał niepewnie i czekał na rozwój wydarzeń. – Przybyłem – metaliczny głos rozbrzmiał echem po pomieszczeniu. – Oddaj mi twoich niewolników… i zupkę chińską. – Mnich zdjął kaptur, spod którego wyłoniła się blada jak ściana, znajoma twarz technika komputerowego. – Fajny bajer, co? Sam poskładałem. Zmienia sinusoidalną falę dźwiękową w bardziej kwadratową. Nie pytaj mnie co to znaczy, zajmuję się kabelkami, a nie nagrywaniem dźwięków – uśmiech zagościł na twarzach mężczyzn, gdy albinos zaprezentował niewielki mikrofon z mikroprocesorem wiszący przy jego uchu. – Zgrabne – mrugnął, po czym szybko spojrzał na szklany blat. – Prymitywne, tu nie ma nic ciekawego – bez namysłu zrzucił całą dokumentację ze stołu i wyjął niebieskiego laptopa z zamykanej magnetycznie szafki. Po krótkiej chwili wesoła melodyjka obwieściła uruchomienie systemu. Technicy zasiedli w wygodnych siedzeniach i połączyli się z cicho szumiącym komputerem głównym.
– Sprawa wygląda kiepsko. Moc tej kupy krzemu i kabli może być niewystarczająca, by przetworzyć wszystkie pakiety serwerów światowych. Sugeruję, byśmy rozpoczęli od transferu europejskiego, da nam to około pięć minut na podmianę plików. Reszta potoczy się sama, gdyż komputery europejskie wesoło zakwiczą amerykańskim o aktualizacjach tablic łączeń, co da nam pełną kontrolę nad wszystkimi danymi – Chris rzeczowym tonem przedstawił sytuację Rekinowi, wklepując skomplikowane komendy. Na ekranie pojawił się wykres – Widzisz ten słupek? Tak, ten mniejszy, Einsteinie. Pokazuje on siłę przerobową naszego komputera. Ten dwa razy większy, po prawej, ukazuje ilość danych, które muszą być przetworzone. Można jednak ująć tylko główne, europejskie serwery pod uwagę – po paru szybkich kliknięciach na wykresie pojawił się trzeci, znacznie mniejszy słupek. – W takim wypadku potęga naszego blaszaka powinna sobie z tym poradzić. – Albinos podrapał się po głowie, po czym spojrzał na ścianę, na której wiele wesoło migających lampek monitorowało ruch sieciowy. Zapanowała długa, cicha chwila konsternacji. – Czyli, krótko mówiąc, Europejczycy będą mieli sajgonki, a Chińczycy kartofle? – Coś w tym stylu – Chris uśmiechem potwierdził prostą interpretację skomplikowanej operacji. – Na co jeszcze czekamy? Dzwoń po doktorka.

* * *

Szkło laboratoryjne lśniło w promieniach wpadającego przez ogromne okno słońca. Wysoki mężczyzna kursował między stolikami, przenosząc różnej maści płyny w sterylnych probówkach. Cichy szum maszyn analizujących skład substancji został brutalnie przerwany przenikliwym dźwiękiem połączenia.
- A niech to, wylałem kawę! – mruknął naukowiec, szybko zdejmując fartuch by uniknąć poparzenia. – Tu Sam, w czym mogę po… – Odsuń się od okna! – głośny wybuch wstrząsnął murami budynku, tłukąc szkło i pojemniki znajdujące się na stojakach. Zza chmury dymu wyłoniła się twarz uradowanego pilota, zdającego raport przez komunikator. – Wstawaj! Nie ma czasu. O straty się nie martw, Sharky pokryje. Czego to on nie wymyśli, by nie zrobić wrażenia – mężczyzna w ogromnym szoku wstał z ziemi i niepewnie podszedł do futryny okna. – Jesteś pewien, że nie mogłeś po prostu zapukać? – blady uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy nieporadnie wchodził do helikoptera przez dziurę w ścianie na czwartym piętrze. – Tego nie było w kontrakcie, Jack!

* * *

- Podobało się? – spytał albinos, prowadząc chwiejącego się jeszcze naukowca do krzesła, na którym mógł spocząć – Musisz mi wybaczyć, moja nadpobudliwość czasem bierze górę… no ale nic, musimy zabrać się za robotę. Z tego co wiem, twoją specjalizacją jest technologia informacyjna. Zajmujesz się również amatorsko chemią organiczną i biologią, ale nie zwierzęta są naszym zajęciem, więc skupmy się na najważniejszym. Czy potrafisz ustawić budzik w mikrofa… to znaczy, mam na myśli, czy potrafiłbyś zaprojektować terabitowe połączenie między komputerami? Nasz poczciwy staruszek będzie musiał przyjąć na raz dość duży ruch, nie chcemy by się mu zwoje popaliły. Nie martw się o prędkość odczytu i zapisu, zamontowałem parę terabajtowych Raptorów, potrzebujemy tylko odpowiedniej konstrukcji przewodnika danych i oprogramowania, którym zajmie się… – Ja. – Dokładnie. – Chris z nieukrywaną radością oznajmił gotowość do pracy. Ciągle doskonalony kod źródłowy w niedługim czasie zostanie skompilowany, by ruszyć na eksperymentalnej sieci, której zadaniem będzie wszczepić większości komputerom tablicę połączeń, która powinna przyspieszyć transfer połączeń na całym świecie. Mężczyźni uśmiechnęli się porozumiewawczo i zabrali się do pracy.

* * *

Jack usłyszawszy głośny szum systemu chłodzenia komputera obudził się i rozciągnął w krześle. Chwilę zajęło, by przyzwyczaił się do warunków oświetleniowych panujących w pomieszczeniu. Jego oczom ukazała się grupa trzech mężczyzn, gotowa do przeprowadzenia operacji. – Już gotowe? – Chris przytaknął, pisząc ostatnie linijki kodu na klawiaturze. – Za chwilę rozpoczynamy działania. Ostatnie chwile dzielą nas od przejęcia ruchu danych na całym świecie. – Prawie jak spam – dodał Rekin, uśmiechając się złowieszczo – tylko że wyraźnie pożądany. – Na czole programisty pojawiły się strużki potu. – Na co czekamy? Zacznijmy! – Wcisnął przycisk potwierdzający operację i po chwili statystyki na monitorze zaczęły rosnąć. Komputer bez większych problemów przetwarzał dane, dzięki zoptymalizowanemu oprogramowaniu i szybkim łączu. Słupki powoli stabilizowały się, a transfer aktualizowanych tablic zaczął rosnąć. – Udało się nam! – Wraz z entuzjastycznym podskokiem Sharka na parterze dało się usłyszeć głośną eksplozję. – Niech zgadnę, grochówka na obiad? – Chris zdziwiony spojrzał przez okno. – Myśliwce?!

* * *

W biegu do zaparkowanego Vanquisha rzucali zdenerwowane pytania, na które nikt tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi.
Albinos bez zastanowienia wcisnął przepustnicę do oporu, wydobywając przeraźliwy świst silników. Eksplozja paliwa wyrzuciła pojazd w górę, zostawiając skonfundowanych agresorów okrążających palący się budynek. Krótką chwilę później świst rakiet zmroził krew w żyłach mężczyzn.
- Niech to! Co robimy? – Rekin krzyczał, manewrując pojazdem między budynkami przy astronomicznych prędkościach. – Mam pomysł! – włosy stanęły dęba technikom, gdy usłyszeli entuzjastyczny krzyk Sharka. Ich serce stanęło, gdy pojazd zaczął gwałtownie pikować. Zdziwieni agresorzy zawisnęli w powietrzu w swoich maszynach lotniczych, spoglądając na dziwną reakcję ich celu. Vanquish krótko przed ziemią zahaczył o taksówkę, posyłając ją z ogromną prędkością w stronę gruntu, i raptownie zmienił kierunek lotu wgłąb niekończących się bocznych uliczek. Piloci myśliwców przez mgłę ujrzeli tylko kulę ognia wybuchającego pojazdu cywilnego. Szybko rzucili okiem na zgliszcza pojazdu i udali się na południe.

* * *

Hydrosilnik mruczał nieregularnie pod pogiętą maską samochodu. Zszokowani mężczyźni bez słowa tkwili z otwartymi ustami, wpatrując się w bledszego niż zwykle kierowcę.
- Co ty, do cholery, zrobiłeś? – wymamrotał Crasher, wyłamując drzwi z zawiasów jego nowego auta. – Chyba potrąciłem kaczkę. Sorry, ziom. – Albinos wyskoczył ze środka. Elektroniczne tablice, znajdujące się w każdym punkcie miasta, wyświetlały losowy zlepek znaków. Ich działania poczuł cały świat, to było pewne. Doszli do zmiany na lepsze, którą odczują wszyscy. Spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się szeroko w radości z wykonanego zadania.
- To było genialne.

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio