Widmo bólu

- Sensacyjne, Opowiadania Dodaj komentarz

Ciemne obłoki leniwie napływały zza horyzontu, mrucząc pod nosem nienawistne groźby. Błyski wyładowań między chmurami oświetlały raz po raz kruczoczarne niebo. Podążające za nimi wstrząsy psychiki powoli odłączały ją od opatulonego kołdrą ciała. Rozrywająca agonia wylewała się gardłowym wrzaskiem, by echem powrócić do wyczulonego ucha.
Mojego ucha.
Sinusoidalny nastrój, wahający się od głębokiego rozczulenia do furii, zaczynał mieć nade mną coraz większą kontrolę. Brakowało mi siły, by walczyć dalej. Owinięty w pościel starałem się możliwie najbardziej ograniczyć kontakt ze światem zewnętrznym, by zminimalizować skutki uboczne mojego istnienia. Z zamkniętymi oczami napawałem się rosnącą nienawiścią do własnej osoby, która zapadła się do postaci przewlekłej czarnej dziury w głębi płuc.
Bezsilna apatia narosła w moim sercu, odłączając mnie od trosk o cel, do którego nie mogłem dojść. Nie czułem nic prócz coraz wolniejszego pulsu. Percepcja obrazu gwałtownie oddaliła się od mojej świadomości.
Wydałem ostatni, cichy skowyt. Mam dość.

* * *

Pierwsze bodźce zaczęły wypełniać czarną pustkę. Przez płytki oddech i szybkie bicie serca przebijał się coraz bardziej intensywny zapach palonego włosia. Szybkie obliczenie prawdopodobieństwa wystąpienia podobnej woni w moim domu raptownie wypluło mnie do przytomności. Przede mną rozpościerała się ogromne skupisko biologicznej tkanki. Błyszczące jelita wyglądały jak rury, biegnące nad ścianami wyściełanymi brunatnym nabłonkiem, ruchem robaczkowym przekazując nieznaną materię wgłąb pomieszczenia. Części organów porozrzucane po pomieszczeniu żarzyły się krwistoczerwonym ogniem.
Zostałem zjedzony?
Nie mogąc się ruszyć, czekałem na nadchodzące wydarzenia. Kątem oka dostrzegłem ubranego na czarno mężczyznę, grzebiącego przy niewielkim komputerze wystającym z nerkowatej wnęki.
Symbioza.
- Wiem o czym myślisz – wystrój wnętrza pochłonął głęboki baryton długowłosego osobnika.
- Tak, umarłeś. To tutaj trafiacie wszyscy po śmierci. Do piekła, wprost pod nogi Lucyfera – diabelski uśmiech przeszył mnie gwałtownym dreszczem.
- Nie ma nieba po śmierci. Bóg został wymyślony dla waszej wirtualnej rzeczywistości, by utrzymać wasze samobójcze duszyczki w nadziei – przesadnie spokojny głos dopełnił ogarniający strach.
- W pokoju obok jest następna osoba, a dalej kolejna. Pomieszczenia ciągną się w nieskończoność, w tym miejscu nie ma ograniczeń czasu ani miejsca. Rzucam wam pod nogi kłody i patrzę, jak się potykacie. Tłoczę w wasze umysły choroby psychiczne i oglądam, jak cierpicie. Jak się czujesz ze świadomością, że jesteś hodowany jak zwierzę do zabawy? – moje poczucie wartości rozbiło się na nieskończone kawałeczki. Nie miało znaczenia już nic. Nie widziałem żadnej przyszłości. Wygodne łóżko i drgawki były w tym momencie o wiele lepszą perspektywą.
- Tak, masz rację. Jesteś tam tylko po to, bym mógł zwijać się ze śmiechu na widok twoich starań, by dojść do celu. Do miłości, którą tak gloryfikujesz. Uczucia, które zostało stworzone, by – jak sam zaczynasz pojmować – zniewolić cię jeszcze bardziej. By rzucić cię w czeluści piekła, które jest niczym innym, jak mordęgą psychiczną – przerażony chłonąłem jego słowa. “Tu” zdawało mi się bardziej realne niż “tam”. Czy to sen? To nie miało znaczenia. Oba miejsca nie były dobre na spędzenie czasu. Uczucie utraty przytomności zaczęło pełzać wgłąb umysłu. Zły do szpiku kości śmiech był ostatnim, odebranym dźwiękiem.
- To nie koniec. Jeszcze tam wracasz. Zabawa dopiero się zaczyna!

* * *

Świadomość ciała wróciła szybciej, niż oczekiwałem. Próbowałem odzyskać połączenie ze zmysłami, lecz nagłe, silne konwulsje zrzuciły mnie z łóżka. Do połowy owinięty kołdrą nie zdołałem wyciągnąć rąk na czas, przez co brutalnie uderzyłem głową w szafkę. Leżałem zamroczony na podłodze, wyczulony na spływającą po skroni krew. Bębniący w okno deszcz dopełniał uczucie bezsilności. Ból pulsował przez cały mózg, przeszywając umysł agonią z każdą, głośną błyskawicą. Zakrzywiona percepcja impulsów wprowadzała w dezorientację móżdżek, który odpowiadał za koordynację grawitacji. Zawirowania w głowie odbiły się na układzie pokarmowym. Czując narastającą w gardle materię żołądkową, ostatkiem sił przewróciłem się na prawy bok.
- Ku*wa… Nie poddam się!

Jeden komentarz do “Widmo bólu”

  1. Go Napisał:

    Wszystko dąży do równowagi – dlatego nie ma na świecie jedynie zła, domniemane piekło musi mieć swoją przeciwwagę. Inaczej nie byłoby złem, tylko wartością bez potwierdzenia. Może i napis nad bramą piekła mówi: “Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie”(William Blake, 1824-1827 ->), ale że jesteśmy tu, to może żyjmy nieco bardziej optymistycznie. :)

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio