Zabiję twoje “Ja”

- Przygodowe, Opowiadania Dodaj komentarz

Lekki zefir muskał kłosy pszenicy nizin Polski. Na horyzoncie różową barwą malował się świt, a zwierzęta budziły się do życia. Drogą polną począł zbliżać się czarny, sportowy samochód. Zatrzymał się przy krańcu drogi, po czym wysiadł zeń niewysoki blondyn ubrany w czarny garnitur. Poprawił krawat, po czym wyprostował się i z kamienną twarzą spoglądał na targane wiatrem kwiatostany zbóż.
Po niedługiej chwili dało się słyszeć ryk sportowego Ducati, katowanego na wysokich obrotach. Wjechał na polną drogę z wysoką prędkością. Kierowca sprawnie manerwował zawieszeniem, próbując nie upaść na sypkiej nawierzchni. Stanął po lewej stronie drogi, zaraz przy sportowym BMW.
Sharky drgnął. Fascynację wichrem zastąpił motocyklem. Wściekle czerwony lakier zdawał się wżerać w jego oczy, co przyjął z ekstatycznym uśmiechem. Skinął głową, po czym odwrócił się do kierowcy.
- Witaj Chudy – zaskakująco ciepłym jak na jego aparycję tonem odezwał się do mężczyzny, który dopiero co zdjął równie koralowy co jego pojazd kask. – Witaj Rekinie. Spodziewasz się pewnie, że rzucę się na ciebie z bronią plując jadem z ust? – z cwanym uśmiechem zwrócił się do blondyna. – Nawet przez myśl mi to nie przeszło. Po pierwsze, może i jesteś agresywny, ale i równie sprytny. Po drugie, wiesz, że nasza współpraca może być owocna – z radosnym uśmiechem odpowiedział Sharky. – Dlaczego na miejsce naszego spotkania wybrałeś jakąś polną drogę na nizinnym wypiździejewie? Zimno tu trochę, w dodatku biały ranek dopiero – Chudy ogrzewał dłonie nad rozgrzanym silnikiem swojego motocyklu. – Wiedziałem, że ci się spodoba. Mam dla ciebie pewną propozycję, kolego – zimnym, nie znoszącym sprzeciwu tonem oznajmił Rekin, po czym powoli wsunął rękę za pazuchę. – Co ty kombinujesz?! – ze strachem wykrzyknął Chudy. – Daj spokój, nie wcisnąłem wyrzutni rakiet pod marynarkę – zaśmiał się, po czym wyciągnął kopertę i podał ją koledze. – Bomba? – zdziwiony obejrzał kopertę, po czym powoli wyjął jej zawartość. Sharky z euforyczną satysfakcją świdrował wzrokiem szybko śledzące tekst oczy motocyklisty. Z każdą linijką odczuwał jego przyspieszający puls, blednące lica i pot płynący z czoła. – Co ty na to?

* * *

Głuchy warkot silnika przerywał coraz głośniejszy, rytmiczny bit. Chudy siedział bez słowa na miejscu pasażera i ze strachem przeplatanym ciekawością próbował w ciemności wychwycić informacje o celu podróży. Jedyne co widział, to drzewa różnej maści, począwszy od liściastych, przez iglaste, po pogięte i zniszczone przez człowieka resztki dzieł matki natury. – To smutne. Te drzewa rosły tu setki lat, a my niszczymy je pod pretekstem rozwoju cywilizacji, mimo iż mamy o wiele bezpieczniejsze źródła energii – mistycznym głosem odezwał się Sharky, zmieniając bieg na wyższy. Pasażer skinął głową bez słowa, po czym spojrzał jeszcze raz na kartkę daną mu przez kolegę. – Nie martw się – ciepły głos kierowcy w niezrozumiały, acz wspaniały sposób ukoił jego strach.
Psychodeliczna mantra stała się bardzo głośna. Głęboki rytm zdawał się przebijać jego klatkę piersiową jak kamień taflę wody. Samochód zwolnił, po czym zatrzymał się na poboczu drogi. – Jesteśmy. Nie bój się, poznasz boga – oboje wysiedli z samochodu, po czym udali się w stronę prześwitującego przez korony drzew ognia. Sharky, radośnie podskakując, krzyknął niezrozumiałą komendę do nadchodzącego z naprzeciwka. Oboje się uśmiechnęli, po czym odwrócili do przerażonego towarzysza. – Dlaczego czujesz strach? Co powoduje, że się teraz boisz? – nieznajomy wesoło zwrócił się do niego. – Nie palimy dziewic na stosie ani nie kopulujemy ze zwierzętami, za co swoją drogą Rekin jest nam wdzęczny. – oboje parsknęli śmiechem, skutecznie rozluźniając napiętą atmosferę. – Chodźcie.

Ich oczom ukazało się wysokie ognisko, za którym, na wielkiej scenie, wykonawcy grali przejmującą, psychodeliczną muzykę. Ludzie zebrani wokół ogniska tańczyli, rozmawiali, przytulali się, bądź, skuleni w ekstazie, napawali każdą falą dźwiękową. Euforia była wyczuwalna w powietrzu. Ogień raz po raz lizał niebo pomarańczowym językiem, rozświetlając ponurą, leśną scenerię.
Wtem poczuł zmianę, jak pierwszy ruch zardzewiałego mechanizmu. Spojrzał na ogień, na scenę, zgromadzonych i Rekina. Jego oblicze wykrzywiła niepohamowana rozkosz. Pognał w stronę estrady w szalonej euforii i ekstatycznym tańcu. Jego świadomość wypełniła tylko jedno uczucie. Miłość.

* * *

- Odłączę cię od tego zła, co? Zabiję twoje dotychczasowe ja, eh? – Chudy przypominał sobie swój strach, gdy czytał słowa krótkiej notki. – Podobało się? – Sharky obdarował kompana zmęczonym uśmiechem. Silnik poruszał wałem korbowym na niskich obrotach. Auto powoli toczyło się w stronę wschodzącego słońca. – Mówiłem, że poznasz boga.

Zostaw komentarz

Teksty napisane na tej stronie są tylko i wyłącznie fikcją literacką.
WP Theme & Icons by N.Design Studio